Reszta
przyjaciół dość długo nie wracała, więc wraz z Harrym postanowiliśmy posprzątać
po ognisku, a następnie udać się do domów. Poszliśmy na parking, gdzie chłopcy
zostawili swoje auta (bo mieli już prawa jazdy), ale ku naszemu zdziwieniu
żadne już tam nie stało. Musieliśmy na pieszo iść do centrum ( znów), a mieliśmy
do Niego około półtorej godziny drogi. W czasie powrotu zaczął padać deszcz.
Ludzie będący na ulicach uciekali do domów, a my wolnym krokiem trzymając się
za ręce szliśmy przed siebie.
-Zaczekaj!
– krzyknął Harry.
-Co się
stało? – zapytałam.
-Chciałbym…
- i nie dokańczając tego zdania, przyciągnął mnie do siebie i namiętnie
pocałował.
-Od zawsze
marzyłem o pocałunku w deszczu z osobą, którą tak naprawdę kocham.
Nie
odpowiadając nic chłopakowi uśmiechnęłam się do niego. Po trzydziestu minutach
byliśmy już pod moim domem. Pożegnałam się
z Loczkiem jeszcze jednym słodkim całusem i weszłam do środka. Byłam
strasznie zmęczona. Od razu udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic i poszłam
złożyć moje zwłoki do łóżka. Kiedy me oczy już prawie się zamykały dostałam
sms-a o treści „Dobranoc. Zapamiętaj moje dzisiejsze słowa. Kocham Cię. Twój
Harry :*” I chyba już nawet z telefonem w ręce zasnęłam.
Rano
obudziły mnie piękne promienie letniego słońca. Pomyśleć, że mam teraz dwa
miesiące wakacji… bezcenne.
Wstałam pościeliłam
łóżko i pomaszerowałam do łazienki przyodziać się w jakieś rzeczy i nałożyć
lekki makijaż, a następnie zejść do kuchni i zrobić sobie śniadanie czyli
płatki z mlekiem lub kanapki, bo tylko to umiem. Podczas posiłku zadzwoniła
mama. Rozmawiałam z nią prawie godzinę.
Opowiadała jak jest w Polsce. Ile się tam pozmieniało od naszej nieobecności,
że już jutro w nocy wracają i mają dla mnie miłą niespodziankę. Byłam bardzo
ciekawa cóż to jest, ale kobieta milczała jak grób.
Kiedy
skończyłam jeść, odniosłam naczynia do zmywarki i jak każdego dnia napisałam do
Klaudii sms-a, że już wstałam i co u niej słychać. Nie odpisała. Znać życie to,
albo była na zakupach, albo była zbyt zajęta Niallem.
Usiadłam na
kanapie i włączyłam telewizję. Oglądałam jakiś nudny film, który nawet nie wiem
o czym opowiadał ponieważ w ogóle się nim nie interesowałam.
W końcu
wyłączyłam TV i chciałam sobie poczytać, lecz zanim zdążyłam wziąć kartki z
opowiadaniami rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Na zewnątrz stali
chłopcy, Miley, Eleanor, Danielle oraz Baby Lux córka stylistki, którą Zayn
trzymała na rękach.
-Cześć. Co
Wy tu robicie?
-Wpadliśmy
z niezapowiedzianą wizytą. – odpowiedział Liam.
-A Ty Zayn
słodko wyglądasz z niemowlaczkiem na rękach. – powiedziałam z uśmiechem na
twarzy.
-No,
przecież wiem, w końcu to ja Zayn Malik. – odparł.
Wraz z
dziewczynami poszłam do kuchni po cos do jedzenia dla Nialla i do picia dla
reszty, oraz na małe pogaduchy. Każda z nas opowiadała jak spędziła wczorajszy
wieczór. Uwielbiałam gadać o takich rzeczach tym bardziej, że to wszystko
łączyło się z naszymi chłopakami.
Wróciłyśmy
do męskiej części towarzystwa. Zaczęliśmy oglądać film, oczywiście horror. Ja i
koleżanki spasowałyśmy, dlatego poszłyśmy do mojego pokoju, gdzie bawiłyśmy się
z małą. W roli głównej występowała żyrafa Sophie, która jak mówiła Baby
przypomina jej Louisa.
-Witam
panie „wrażliwe”. – powiedział Niall
wchodząc do pokoju.
-To nie
jest zabawne kochanie. – odpowiedziała mu Klaudia.
-My się
będziemy zbierać. Państwo teraz pobawią się w „rodziców”. – rzekł Liam
spoglądając na mnie i Harrego.
I tak się
stało. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć reszty już nie było.
-Wygląda na
to, że zostaliśmy tymczasowymi „rodzicami”. – powiedział Hazz.
-Chyba tak,
więc co robimy?
-Moje
księżniczki czy wasz książę może zabrać Was do zoo?
-Tak, tak,
tak. – opowiedziała Lux jeszcze lekko się jąkając.
Ogarnęłam
się, przebrałam i byliśmy już wszyscy gotowi. Dążyliśmy w stronę zoo, gdy
Loczek pchał wózek z małą, a ja się mu przypatrywałam. Wyglądał słodko.
Pasowała mu ta rola.
Dotarliśmy
na miejsce. Wyznaczonymi ścieżkami przechadzaliśmy się koło klatek
najróżniejszych zwierząt, które Harry na polecenie Lux obowiązkowo musiał
fotografować. Czas tak szybko mijał, lecz nam nawet nie śniło się wracać. Wata
cukrowa, lody to też zostało zaliczone. Chłopak dla mnie i dla Baby kupił nawet
po małym misiu koala z napisem na mini sweterku „Kocham Cię”.
Mając
jeszcze mało atrakcji poszliśmy na długi spacer londyńskimi uliczkami. Cały
czas się wygłupialiśmy. Nie było momentu, kiedy uśmiech zszedłby nam z twarzy.
Jedyne co psuło atmosferę to jak powiedział chłopak wciąż szpiegujące nas paparazzi.
Chcieli wiedzieć o wszystkim. Rozdawanie autografów uważał już za tą milszą
część, no bo w końcu to dla fanek śpiewa, a szczególnie to dla mnie. Fajnie
było usłyszeć te słowa od niego.
W moich
przemyśleniach od pewnego czasu nasuwało się mi pytanie dlaczego to właśnie
mnie wybrał z pośród tylu dziewczyn. Jest ich przecież takie mnóstwo. Nie
mogłam tego pojąć.
Z minuty na
minutę robiło się coraz ciemniej. Postanowiliśmy powoli dążyć do domu
chłopaków. Zajęło na to troszkę czasu, ponieważ wstąpiliśmy jeszcze na zakupy,
bo Niall kazał kupić mu parę niezbędnych rzeczy czyli jedzenie.
Wchodząc do
domu wzięłam Baby Lux na ręce i poszłam do pokoju Hazzy uśpić mało, gdyż ledwo
żyłą, natomiast chłopak został na dole. Obydwie położyłyśmy się na łóżku
uwzględniając przy tym Sophie. Dziewczynka momentalnie, bez żadnej kołyski
usnęła, a ja cały czas czuwałam przy niej, kiedy do pokoju zawitał Zayn.
-Jak tam
młodzi rodzice? – zapytał.
-Całkiem
dobrze, a co u Was?
-Czyli kogo
masz na myśli, mnie i Miley?
-Tak, a
niby kogo… mnie i Harrego? Nie widziałam jej jak weszliśmy do domu.
-Dziwne
gdybyś ją widziała, bo wcale jej tu nie ma.
-A
dlaczego?
-Pokłóciliśmy
się i tyle.
-Zayn… o co
poszło?
-Nie ważne,
nudzi mi się ta cała miłość, a z resztą… - zakończył, trzaskając drzwiami od
pokoju.
Na
szczęście mała się nie obudziła. O dwudziestej czwartej przyszła mama Lux i
pojechały do domu. Zakańczając swoją „misję” postanowiłam wziąć kąpiel i
położyć się spać, ale w porę przypomniałam sobie, że nie mam piżamy, więc muszę
iść do domu. Oczywiście Loczek od razu kazał mi ten pomysł wybić z głowy. Za
chwilę zjawił się przede mną trzymając w rękach swoją koszulę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz