środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 7


Reszta przyjaciół dość długo nie wracała, więc wraz z Harrym postanowiliśmy posprzątać po ognisku, a następnie udać się do domów. Poszliśmy na parking, gdzie chłopcy zostawili swoje auta (bo mieli już prawa jazdy), ale ku naszemu zdziwieniu żadne już tam nie stało. Musieliśmy na pieszo iść do centrum ( znów), a mieliśmy do Niego około półtorej godziny drogi. W czasie powrotu zaczął padać deszcz. Ludzie będący na ulicach uciekali do domów, a my wolnym krokiem trzymając się za ręce szliśmy przed siebie.
-Zaczekaj! – krzyknął Harry.
-Co się stało? – zapytałam.
-Chciałbym… - i nie dokańczając tego zdania, przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.
-Od zawsze marzyłem o pocałunku w deszczu z osobą, którą tak naprawdę kocham.
Nie odpowiadając nic chłopakowi uśmiechnęłam się do niego. Po trzydziestu minutach byliśmy już pod moim domem. Pożegnałam się  z Loczkiem jeszcze jednym słodkim całusem i weszłam do środka. Byłam strasznie zmęczona. Od razu udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic i poszłam złożyć moje zwłoki do łóżka. Kiedy me oczy już prawie się zamykały dostałam sms-a o treści „Dobranoc. Zapamiętaj moje dzisiejsze słowa. Kocham Cię. Twój Harry :*” I chyba już nawet z telefonem w ręce zasnęłam.
Rano obudziły mnie piękne promienie letniego słońca. Pomyśleć, że mam teraz dwa miesiące wakacji… bezcenne.
Wstałam pościeliłam łóżko i pomaszerowałam do łazienki przyodziać się w jakieś rzeczy i nałożyć lekki makijaż, a następnie zejść do kuchni i zrobić sobie śniadanie czyli płatki z mlekiem lub kanapki, bo tylko to umiem. Podczas posiłku zadzwoniła mama. Rozmawiałam z nią prawie  godzinę. Opowiadała jak jest w Polsce. Ile się tam pozmieniało od naszej nieobecności, że już jutro w nocy wracają i mają dla mnie miłą niespodziankę. Byłam bardzo ciekawa cóż to jest, ale kobieta milczała jak grób.
Kiedy skończyłam jeść, odniosłam naczynia do zmywarki i jak każdego dnia napisałam do Klaudii sms-a, że już wstałam i co u niej słychać. Nie odpisała. Znać życie to, albo była na zakupach, albo była zbyt zajęta Niallem.
Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizję. Oglądałam jakiś nudny film, który nawet nie wiem o czym opowiadał ponieważ w ogóle się nim nie interesowałam.
W końcu wyłączyłam TV i chciałam sobie poczytać, lecz zanim zdążyłam wziąć kartki z opowiadaniami rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Na zewnątrz stali chłopcy, Miley, Eleanor, Danielle oraz Baby Lux córka stylistki, którą Zayn trzymała na rękach.
-Cześć. Co Wy tu robicie?
-Wpadliśmy z niezapowiedzianą wizytą. – odpowiedział Liam.
-A Ty Zayn słodko wyglądasz z niemowlaczkiem na rękach. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-No, przecież wiem, w końcu to ja Zayn Malik. – odparł.
Wraz z dziewczynami poszłam do kuchni po cos do jedzenia dla Nialla i do picia dla reszty, oraz na małe pogaduchy. Każda z nas opowiadała jak spędziła wczorajszy wieczór. Uwielbiałam gadać o takich rzeczach tym bardziej, że to wszystko łączyło się z naszymi chłopakami.
Wróciłyśmy do męskiej części towarzystwa. Zaczęliśmy oglądać film, oczywiście horror. Ja i koleżanki spasowałyśmy, dlatego poszłyśmy do mojego pokoju, gdzie bawiłyśmy się z małą. W roli głównej występowała żyrafa Sophie, która jak mówiła Baby przypomina jej Louisa.
-Witam panie „wrażliwe”.  – powiedział Niall wchodząc do pokoju.
-To nie jest zabawne kochanie. – odpowiedziała mu Klaudia.
-My się będziemy zbierać. Państwo teraz pobawią się w „rodziców”. – rzekł Liam spoglądając na mnie i Harrego.
I tak się stało. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć reszty już nie było.
-Wygląda na to, że zostaliśmy tymczasowymi „rodzicami”. – powiedział Hazz.
-Chyba tak, więc co robimy?
-Moje księżniczki czy wasz książę może zabrać Was do zoo?
-Tak, tak, tak. – opowiedziała Lux jeszcze lekko się jąkając.
Ogarnęłam się, przebrałam i byliśmy już wszyscy gotowi. Dążyliśmy w stronę zoo, gdy Loczek pchał wózek z małą, a ja się mu przypatrywałam. Wyglądał słodko. Pasowała mu ta rola.
Dotarliśmy na miejsce. Wyznaczonymi ścieżkami przechadzaliśmy się koło klatek najróżniejszych zwierząt, które Harry na polecenie Lux obowiązkowo musiał fotografować. Czas tak szybko mijał, lecz nam nawet nie śniło się wracać. Wata cukrowa, lody to też zostało zaliczone. Chłopak dla mnie i dla Baby kupił nawet po małym misiu koala z napisem na mini sweterku „Kocham Cię”.
Mając jeszcze mało atrakcji poszliśmy na długi spacer londyńskimi uliczkami. Cały czas się wygłupialiśmy. Nie było momentu, kiedy uśmiech zszedłby nam z twarzy. Jedyne co psuło atmosferę to jak powiedział chłopak wciąż szpiegujące nas paparazzi. Chcieli wiedzieć o wszystkim. Rozdawanie autografów uważał już za tą milszą część, no bo w końcu to dla fanek śpiewa, a szczególnie to dla mnie. Fajnie było usłyszeć te słowa od niego.
W moich przemyśleniach od pewnego czasu nasuwało się mi pytanie dlaczego to właśnie mnie wybrał z pośród tylu dziewczyn. Jest ich przecież takie mnóstwo. Nie mogłam tego pojąć.
Z minuty na minutę robiło się coraz ciemniej. Postanowiliśmy powoli dążyć do domu chłopaków. Zajęło na to troszkę czasu, ponieważ wstąpiliśmy jeszcze na zakupy, bo Niall kazał kupić mu parę niezbędnych rzeczy czyli jedzenie.
Wchodząc do domu wzięłam Baby Lux na ręce i poszłam do pokoju Hazzy uśpić mało, gdyż ledwo żyłą, natomiast chłopak został na dole. Obydwie położyłyśmy się na łóżku uwzględniając przy tym Sophie. Dziewczynka momentalnie, bez żadnej kołyski usnęła, a ja cały czas czuwałam przy niej, kiedy do pokoju zawitał Zayn.
-Jak tam młodzi rodzice? – zapytał.
-Całkiem dobrze, a co u Was?
-Czyli kogo masz na myśli, mnie i Miley?
-Tak, a niby kogo… mnie i Harrego? Nie widziałam jej jak weszliśmy do domu.
-Dziwne gdybyś ją widziała, bo wcale jej tu nie ma.
-A dlaczego?
-Pokłóciliśmy się i tyle.
-Zayn… o co poszło?
-Nie ważne, nudzi mi się ta cała miłość, a z resztą… - zakończył, trzaskając drzwiami od pokoju.
Na szczęście mała się nie obudziła. O dwudziestej czwartej przyszła mama Lux i pojechały do domu. Zakańczając swoją „misję” postanowiłam wziąć kąpiel i położyć się spać, ale w porę przypomniałam sobie, że nie mam piżamy, więc muszę iść do domu. Oczywiście Loczek od razu kazał mi ten pomysł wybić z głowy. Za chwilę zjawił się przede mną trzymając w rękach swoją koszulę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz