poniedziałek, 10 września 2012

Rozdział 9


„Przepraszam. Dowiedziałem się dopiero teraz. O drugiej w nocy mamy samolot. Wylatujemy do Australii na tydzień. Zadzwonię jak dolecę. Kocham Cię. Tęsknie. Harry.” Taka była jej treść. Czułam jakby moje życie stanęło w miejscu. Już zaczęłam tęsknić. Nie mogliśmy bez siebie wytrzymać kilku godzin, a jak teraz wytrzymamy cały tydzień? Podsumowując po prostu nie chcę, aby wyjeżdżał. Z myślą, że wszystko jakoś się ułoży, zasnęłam.
Budząc się rano nie było koło mnie nikogo. Świadomość, że nie ma go tutaj przyprawiała mnie o niechęć do wszystkiego. To pierwsza nasza taka długa rozłąka i zapewne będę musiała się do tego przyzwyczaić, ponieważ chłopcy coraz częściej będą dawać koncerty na całym świecie.
Rodzice równa się zero odpoczynku. Jak zwykle tata od rana siedzi w kancerami, a mama jest na pewno na jakiejś konferencji. Nie wiem skąd u nich taki zapał do pracy, nadzieja i siły. Ja umiem się tylko poddać i nic więcej.
Wstałam, pościeliłam łóżko i udałam się do łazienki. Ubrałam, zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa. W kuchni z trudem upichciłam koktajl truskawkowy i bezczynnie zasiadłam na sofie przed telewizorem. Akurat leciała piosenka „Moments” One Direction. Totalnie odleciałam na parę minut od świata. Na ziemię sprowadziła mnie wchodząca do domu Klaudia.
-Cześć. Co siedzisz taka smutna? – zapytała.
-Chłopacy wyjechali. Nie widzę powodu do szczęścia.
-Będzie dobrze. Tylko się uśmiechnij. A co powiesz na  małe zakupy?
-Dobry pomysł. Przydałoby się odświeżyć garderobę.

*Z perspektywy Klaudii*
Londyn jest nasz. Gdy znalazłyśmy się w centrum handlowym podążałyśmy od sklepu do sklepu. Przymierzałyśmy „tony” rzeczy wygłupiając się przy tym niemiłosiernie.
Po trzech godzinach mając pełne ręce toreb z ciuchami usiadłyśmy w pobliskiej kawiarni.
Zamówiłyśmy duże pucharki lodów, które ze smakiem zjadłyśmy. Lubiłam takie wypady z Gosią. Mamy dla siebie ostatnio mało czasu. Każda ma swoje życie, ale na zawsze będziemy najlepszymi przyjaciółkami.
Wiedziałam, ze ktoś nie dawał jej spokoju pisząc sms-y. Za każdym razem je ignorowała. Musiałam wiedzie co się dzieję.
-Dlaczego nie odczytasz?
-To pewnie nic ważnego.
-Nawet nie wiesz kto to.
-Wiem. To Douglash. Zamęcza mnie tymi wiadomościami. Mam go dość. Ciągle czegoś chce. Boje się go. – w jej oczach ujrzałam łzy.
-Ok. Powtarzam się , ale powinnaś powiedzieć Harremu.
-Nie, to nie możliwe. Niech zostanie tak jak jest. Dam sobie radę. On jest teraz w trasie i nie będę o niczym mu mówić. Lepiej już chodźmy.
I tak zrobiłyśmy. Zaczęłyśmy się zbierać, gdy zadzwonił mój telefon.
-Tak słucham?
-Nie zapomnij, że idziesz dziś do Rose na imprezę o szesnastej. Dobrze będzie jeśli zaraz zjawisz się w domu.
-Na śmierć zapomniałam. Zaraz będę. – zakończyłam rozmowę z mamą.
-Przepraszam, ale muszę lecieć. Idę do kuzynki na imprezę z okazji osiemnastych urodzin.
-Baw się dobrze. – odpowiedziała przyjaciółka całując mnie w policzek.

*Z perspektywy Gosi*
Znów zostałam sama. Udawałam się w stronę domu. Nie zważając na nic szłam prosto przed siebie. Niespodziewanie naprzeciwko mnie ukazała się chmara paparazzi.
-Czy nadal jesteś dziewczyną Harrego Stylesa z One Direction?
-Doniosły nas słuchy, ze poznał w Australii jakąś inną wybrankę?
-Zostawcie mnie w spokoju! – krzyknęłam.
Miałam dość słuchania ich bredni, lecz myśl o tej dziewczynie, podobno nowej wybrance Harrego nie dawała mi spokoju.
Gdyby tych wszystkich „atrakcji” było mało koło mojego domu stał Douglas. Oczywiście znów doszło do ostrej wymiany zdań. Z każdą chwilą boje się go coraz bardziej. Po wielu błaganiach wreszcie się odczepił i powiedział, że tak szybko nie odpuści.
Weszłam do domu. Na wyświetlaczu mojego telefonu widniała godzina czternasta pięćdziesiąt. Krzątałam się po pomieszczeniach bez celu. Nie wiedziałam gdzie mam się podziać. Cały czas miałam nadzieję, że Hazz zadzwoni, lecz tak się nie działo.
W końcu przypomniałam sobie o wczorajszym prezencie. Wykorzystując to, iż byłam sama w domu mogłam pograć i pośpiewać. Bardzo mi tego brakowało. Podobnie jak w opowiadaniu mogłam wyrazić to co czuję, albo to co chciałabym czuć.
Będąc tyłem do wejścia, usłyszałam za plecami oklaski.
-Pięknie. I Ty mówisz, że nie masz talentu.  – powiedział tata.
-Ani trochę. Jedyne co robie to skrzeczę jak stara szafa.
-Protestuje. Widzisz Richard jednak udała nam się córka. – rzekła tym razem mama, przytulając mnie do siebie.
Pomogłam przygotować kobicie tak zwaną „obiadokolacje” gdyż była godzina osiemnasta. Nie obeszło się bez wywiadu, jednak ja i tak powiedziałam mamie te dobre momenty, które się dziś wydarzyły, a dużo ich nie było. Zdaje sobie sprawę, że powinnam mówić im wszystko, lecz nie chce dostarczać im niepotrzebnego stresu, którego i tak zaznają w pracy. Idąc nakryć do stołu, dostałam sms-a. Na mojej twarzy zawitał uśmiech, który po chwili zniknął przeobrażając się w wielki ból.
Wiadomość była od nieznanej mi osoby, która wysłała mi zdjęcia Harrego całującego jakąś dziewczynę. Teraz wiedziałam o co chodziło paparazzi. Całe moje ciało przeszył jeden wielki ból pod nazwą „Harry”. Pobiegłam do pokoju, moja mama za mną. Powstrzymałam ją przed wejściem. Chciałam być sama.
Położyłam się na łóżku, zaczęłam płakać. Tylko to umiałam. Umiałam się tylko poddać i załamać, lecz to było silniejsze ode mnie. Kazał pamiętać mi te słowa „Kocham Cię i nie dam nikomu skrzywdzić, ani ja sam tego nie zrobię”. Pamiętam to, ale on? Dlaczego, dlaczego to zrobił? Obiecał. Ja zaufałam mu bezgranicznie. Nienawidzę go. Wydawało mi się, że to co niedawno powiedział mi  Douglas jest prawdą.
To były moje ostatnie słowa, które wypowiedziałam przez płacz, kiedy chyba już z bezsilności zasnęłam.

Rozdział 8


-I ja mam niby to ubrać?
-Kochanie… a widzisz jakieś inne wyjście?
Odpowiadając w myślach na to pytanie, wzięłam koszulę i udałam się do łazienki. Po długiej i relaksującej kąpieli położyłam się na pół nago z Harrym do łóżka.
-Mam pytanie. Możesz się tak na mnie nie patrzeć, bo czuje się jak byś miał mnie zaraz zjeść?
-Ale tak ślicznie wyglądasz, że nie mogę Ci się oprzeć.  – odpowiedział, zaczynając mnie namiętnie całować. Delikatne jak płatki róż dłonie chłopaka dotykały i pieściły moje ciało i powoli zdejmowały ze mnie jego własną koszulę. Te przyjemne pocałunki po szyi jeszcze bardziej zbliżały mnie do Harrego. Będąc już w samej bieliźnie powiedziałam:
-Harry! Przestań, proszę.
-Gosia, co jest? – zapytał zdziwiony.
-Przepraszam, ale nie jestem jeszcze na to gotowa. – mówiąc zaczęłam płakać.
-Piękna, głowa do góry, nic się nie stało. Chcę, abyś tą chwilę zapamiętała do końca życia, by to było coś z czego będziesz zadowolona. Poczekam. Nie będę naciskał. – odrzekł.
-Jesteś kochany. Bardzo chcę to przeżyć z Tobą, ale jeszcze nie teraz.
-Zrobimy to gdy będziesz gotowa i zdecydowana. Kocham Cię.
-Ja Ciebie też.
Oboje wtuliliśmy się w siebie. Hazza już dawno spał, z ja wpatrywałam się w niego. W całym domu była zupełna cisza. Słyszałam tylko tykające wskazówki zegara. Po jeszcze długim wpatrywaniu się w ściany pokoju, udało mi się zasnąć.
Czując składany pocałunek na moich ustach, otworzyłam oczy i ujrzałam Harrego.
-Mogłabym być tak budzona codziennie. – powiedziałam, przeciągając się.
-Chodź na śniadanie. Wszyscy już czekają.
-A która godzina?
-Po dziesiątej.
Słysząc odpowiedz chłopaka, zerwałam się z łóżka i popędziłam do łazienki. Po trzydziestu minutach razem zeszliśmy do kuchni. Każdy był tak zajęty jedzeniem, że nie zauważył kiedy weszliśmy.
-Cześć wszystkim! – powiedziałam.
-Cześć. – odrzekli chórem.
-A gdzie Danielle i Eleanor? – zapytałam.
-Eleanor jechała na sesję, a Danielle nagrywa video do teledysku. – odpowiedział Louis.
Zasiedliśmy do śniadania. Oczywiście wszystko przygotował Niall we własnej osobie. No cóż jest mistrzem gotowania z całej grupy One Direction.
W trakcie posiłku zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłam kto to. Dzwonił Douglas. Z niepewnością odebrałam, wychodząc do ogrodu.
-Musimy się spotkać i pogadać. – niemalże krzyknął do telefonu.
Nie mając siły z nim walczyć zapytałam:
-Kiedy i gdzie?
-W parku o dwunastej. – rozłączył się.
Wróciłam do kuchni. Dokończyłam śniadanie. Pozbierałam swoje rzeczy i  mówiąc Harremu, że umówiłam się z koleżanką wyszłam.
Przed spotkaniem wstąpiłam do domu. Ujrzałam tam jeden wielki bałagan, lecz obiecałam sama sobie, że wszystko posprzątam jak wrócę.
Dochodziła dwunasta. Ruszyłam w stronę parku, gdzie czekał już na mnie chłopak.
-Czego ode mnie chcesz?
-Normalnie pogadać. Czy to takie dziwne?
-Jak dla mnie bardzo. Myślisz, że po tym wszystkim co było ja chcę z Tobą gadać?
-A co było? Co ja Ci takiego zrobiłem?
-I Ty się jeszcze pytasz? To, że piłeś, ćpałeś, paliłeś i pobiłeś mnie tak, że wylądowałam w szpitalu to dla Ciebie nic?
-A nie zastanawiałaś się czy może zasłużyłaś sobie na to?
-Chciałam Cię wyciągnąć z tego cholernego bagna, w którym byłeś.
-Teraz lepiej uważaj na tego swojego Stylesa. On nie jest święty. Prędzej czy później i tak Cię zostawi.
Nie mogąc dalej tego słuchać uciekłam stamtąd. Będąc już daleko od parku czułam jak łzy spływają mi po policzkach. Chciałam być jak najszybciej w domu.
Odetchnęłam z ulga zamykając za sobą wejściowe drzwi.
Potrzebowałam jakiegoś zajęci, aby odpędzić od siebie te myśli, które przeszywały na wylot moją głowę. Wzięłam się za porządki w domu. O mały włos z tego wszystkiego zapomniałabym, że rodzice dziś przylatują. Strasznie się za nimi stęskniłam, a więc do roboty. Wkładając słuchawki do uszu zatraciłam się na dobre.
Około godziny szesnastej trzydzieści w domu po prostu błyszczało. Wszystko było na swoim miejscu tak jak lubi mama. Po ciężkiej harówce weszłam na Twiterra. Było na nim dużo postów do mnie oraz zdjęć One Direction z ich dziewczynami. Szukając nowych blogów z opowiadaniami zadzwonił mój telefon. To Klaudia. Opowiedziałam jej o dzisiejszym popołudniowym zdarzeniu. Oczywiście mówiła, że powinnam o wszystkim opowiedzieć Hazzy, lecz ja uparcie trzymałam swoją wersję, że nic mu nie powiem. Jeszcze trochę poplotkowałyśmy i powróciłyśmy do rzeczywistości. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Wskazówki pokazywały dziewiętnastą czterdzieści osiem. Przebrałam się w jakieś świeże  ciuchy, aby rodzice mieli jeszcze o mnie jakieś zdanie. W trakcie oczekiwania postanowiłam pisać dalszy ciąg mojego tajnego opowiadania. Rozsiadłam się wygodnie i zaczęłam. Uwielbiałam to jak również ich czytanie. Pisząc mogłam wyobrazić sobie wszystko od początku do końca. Zawsze mogę zmienić bieg wydarzeń za pomocą paru ruchów długopisu. Magia w pełnym znaczeniu tego słowa.
Nadal zatracona w marzeniach zasnęłam na sofie. Z niedługiego snu wybudziła mnie całująca w czoło mama. Strasznie ucieszyłam się na jej i taty widok.
-Cześć córciu. Jak się masz? – zapytał tata.
-Wszystko porządku. Lepiej opowiedzcie co u Was.
-Mamy dla Ciebie niespodziankę, o której wspominałam wczoraj. – powiedziała mama.
-A co to? Wiecie, że od dziecka jestem ciekawska.
Rodzice nic nie odpowiadając kazali mi iść za sobą. Zaprowadzili mnie do mojego pokoju, gdzie na łóżku widniała piękna gitara akustyczna, o której tak zawsze marzyła. Nie wiedziałam jak mam im dziękować. Sprawili mi taką przyjemność. Będę im wdzięczna do końca życia. Prosili mnie jedynie, żebym wypróbowała ją jutro, ponieważ jest już późno, a oni chcą się położyć. Bez zastanowienia zgodziłam się i zrobiłam tak samo. Wygodnie leżąc w łóżku dostałam sms-a. Wzięłam telefon i odczytałam wiadomość.