poniedziałek, 10 września 2012

Rozdział 9


„Przepraszam. Dowiedziałem się dopiero teraz. O drugiej w nocy mamy samolot. Wylatujemy do Australii na tydzień. Zadzwonię jak dolecę. Kocham Cię. Tęsknie. Harry.” Taka była jej treść. Czułam jakby moje życie stanęło w miejscu. Już zaczęłam tęsknić. Nie mogliśmy bez siebie wytrzymać kilku godzin, a jak teraz wytrzymamy cały tydzień? Podsumowując po prostu nie chcę, aby wyjeżdżał. Z myślą, że wszystko jakoś się ułoży, zasnęłam.
Budząc się rano nie było koło mnie nikogo. Świadomość, że nie ma go tutaj przyprawiała mnie o niechęć do wszystkiego. To pierwsza nasza taka długa rozłąka i zapewne będę musiała się do tego przyzwyczaić, ponieważ chłopcy coraz częściej będą dawać koncerty na całym świecie.
Rodzice równa się zero odpoczynku. Jak zwykle tata od rana siedzi w kancerami, a mama jest na pewno na jakiejś konferencji. Nie wiem skąd u nich taki zapał do pracy, nadzieja i siły. Ja umiem się tylko poddać i nic więcej.
Wstałam, pościeliłam łóżko i udałam się do łazienki. Ubrałam, zrobiłam lekki makijaż i byłam gotowa. W kuchni z trudem upichciłam koktajl truskawkowy i bezczynnie zasiadłam na sofie przed telewizorem. Akurat leciała piosenka „Moments” One Direction. Totalnie odleciałam na parę minut od świata. Na ziemię sprowadziła mnie wchodząca do domu Klaudia.
-Cześć. Co siedzisz taka smutna? – zapytała.
-Chłopacy wyjechali. Nie widzę powodu do szczęścia.
-Będzie dobrze. Tylko się uśmiechnij. A co powiesz na  małe zakupy?
-Dobry pomysł. Przydałoby się odświeżyć garderobę.

*Z perspektywy Klaudii*
Londyn jest nasz. Gdy znalazłyśmy się w centrum handlowym podążałyśmy od sklepu do sklepu. Przymierzałyśmy „tony” rzeczy wygłupiając się przy tym niemiłosiernie.
Po trzech godzinach mając pełne ręce toreb z ciuchami usiadłyśmy w pobliskiej kawiarni.
Zamówiłyśmy duże pucharki lodów, które ze smakiem zjadłyśmy. Lubiłam takie wypady z Gosią. Mamy dla siebie ostatnio mało czasu. Każda ma swoje życie, ale na zawsze będziemy najlepszymi przyjaciółkami.
Wiedziałam, ze ktoś nie dawał jej spokoju pisząc sms-y. Za każdym razem je ignorowała. Musiałam wiedzie co się dzieję.
-Dlaczego nie odczytasz?
-To pewnie nic ważnego.
-Nawet nie wiesz kto to.
-Wiem. To Douglash. Zamęcza mnie tymi wiadomościami. Mam go dość. Ciągle czegoś chce. Boje się go. – w jej oczach ujrzałam łzy.
-Ok. Powtarzam się , ale powinnaś powiedzieć Harremu.
-Nie, to nie możliwe. Niech zostanie tak jak jest. Dam sobie radę. On jest teraz w trasie i nie będę o niczym mu mówić. Lepiej już chodźmy.
I tak zrobiłyśmy. Zaczęłyśmy się zbierać, gdy zadzwonił mój telefon.
-Tak słucham?
-Nie zapomnij, że idziesz dziś do Rose na imprezę o szesnastej. Dobrze będzie jeśli zaraz zjawisz się w domu.
-Na śmierć zapomniałam. Zaraz będę. – zakończyłam rozmowę z mamą.
-Przepraszam, ale muszę lecieć. Idę do kuzynki na imprezę z okazji osiemnastych urodzin.
-Baw się dobrze. – odpowiedziała przyjaciółka całując mnie w policzek.

*Z perspektywy Gosi*
Znów zostałam sama. Udawałam się w stronę domu. Nie zważając na nic szłam prosto przed siebie. Niespodziewanie naprzeciwko mnie ukazała się chmara paparazzi.
-Czy nadal jesteś dziewczyną Harrego Stylesa z One Direction?
-Doniosły nas słuchy, ze poznał w Australii jakąś inną wybrankę?
-Zostawcie mnie w spokoju! – krzyknęłam.
Miałam dość słuchania ich bredni, lecz myśl o tej dziewczynie, podobno nowej wybrance Harrego nie dawała mi spokoju.
Gdyby tych wszystkich „atrakcji” było mało koło mojego domu stał Douglas. Oczywiście znów doszło do ostrej wymiany zdań. Z każdą chwilą boje się go coraz bardziej. Po wielu błaganiach wreszcie się odczepił i powiedział, że tak szybko nie odpuści.
Weszłam do domu. Na wyświetlaczu mojego telefonu widniała godzina czternasta pięćdziesiąt. Krzątałam się po pomieszczeniach bez celu. Nie wiedziałam gdzie mam się podziać. Cały czas miałam nadzieję, że Hazz zadzwoni, lecz tak się nie działo.
W końcu przypomniałam sobie o wczorajszym prezencie. Wykorzystując to, iż byłam sama w domu mogłam pograć i pośpiewać. Bardzo mi tego brakowało. Podobnie jak w opowiadaniu mogłam wyrazić to co czuję, albo to co chciałabym czuć.
Będąc tyłem do wejścia, usłyszałam za plecami oklaski.
-Pięknie. I Ty mówisz, że nie masz talentu.  – powiedział tata.
-Ani trochę. Jedyne co robie to skrzeczę jak stara szafa.
-Protestuje. Widzisz Richard jednak udała nam się córka. – rzekła tym razem mama, przytulając mnie do siebie.
Pomogłam przygotować kobicie tak zwaną „obiadokolacje” gdyż była godzina osiemnasta. Nie obeszło się bez wywiadu, jednak ja i tak powiedziałam mamie te dobre momenty, które się dziś wydarzyły, a dużo ich nie było. Zdaje sobie sprawę, że powinnam mówić im wszystko, lecz nie chce dostarczać im niepotrzebnego stresu, którego i tak zaznają w pracy. Idąc nakryć do stołu, dostałam sms-a. Na mojej twarzy zawitał uśmiech, który po chwili zniknął przeobrażając się w wielki ból.
Wiadomość była od nieznanej mi osoby, która wysłała mi zdjęcia Harrego całującego jakąś dziewczynę. Teraz wiedziałam o co chodziło paparazzi. Całe moje ciało przeszył jeden wielki ból pod nazwą „Harry”. Pobiegłam do pokoju, moja mama za mną. Powstrzymałam ją przed wejściem. Chciałam być sama.
Położyłam się na łóżku, zaczęłam płakać. Tylko to umiałam. Umiałam się tylko poddać i załamać, lecz to było silniejsze ode mnie. Kazał pamiętać mi te słowa „Kocham Cię i nie dam nikomu skrzywdzić, ani ja sam tego nie zrobię”. Pamiętam to, ale on? Dlaczego, dlaczego to zrobił? Obiecał. Ja zaufałam mu bezgranicznie. Nienawidzę go. Wydawało mi się, że to co niedawno powiedział mi  Douglas jest prawdą.
To były moje ostatnie słowa, które wypowiedziałam przez płacz, kiedy chyba już z bezsilności zasnęłam.

Rozdział 8


-I ja mam niby to ubrać?
-Kochanie… a widzisz jakieś inne wyjście?
Odpowiadając w myślach na to pytanie, wzięłam koszulę i udałam się do łazienki. Po długiej i relaksującej kąpieli położyłam się na pół nago z Harrym do łóżka.
-Mam pytanie. Możesz się tak na mnie nie patrzeć, bo czuje się jak byś miał mnie zaraz zjeść?
-Ale tak ślicznie wyglądasz, że nie mogę Ci się oprzeć.  – odpowiedział, zaczynając mnie namiętnie całować. Delikatne jak płatki róż dłonie chłopaka dotykały i pieściły moje ciało i powoli zdejmowały ze mnie jego własną koszulę. Te przyjemne pocałunki po szyi jeszcze bardziej zbliżały mnie do Harrego. Będąc już w samej bieliźnie powiedziałam:
-Harry! Przestań, proszę.
-Gosia, co jest? – zapytał zdziwiony.
-Przepraszam, ale nie jestem jeszcze na to gotowa. – mówiąc zaczęłam płakać.
-Piękna, głowa do góry, nic się nie stało. Chcę, abyś tą chwilę zapamiętała do końca życia, by to było coś z czego będziesz zadowolona. Poczekam. Nie będę naciskał. – odrzekł.
-Jesteś kochany. Bardzo chcę to przeżyć z Tobą, ale jeszcze nie teraz.
-Zrobimy to gdy będziesz gotowa i zdecydowana. Kocham Cię.
-Ja Ciebie też.
Oboje wtuliliśmy się w siebie. Hazza już dawno spał, z ja wpatrywałam się w niego. W całym domu była zupełna cisza. Słyszałam tylko tykające wskazówki zegara. Po jeszcze długim wpatrywaniu się w ściany pokoju, udało mi się zasnąć.
Czując składany pocałunek na moich ustach, otworzyłam oczy i ujrzałam Harrego.
-Mogłabym być tak budzona codziennie. – powiedziałam, przeciągając się.
-Chodź na śniadanie. Wszyscy już czekają.
-A która godzina?
-Po dziesiątej.
Słysząc odpowiedz chłopaka, zerwałam się z łóżka i popędziłam do łazienki. Po trzydziestu minutach razem zeszliśmy do kuchni. Każdy był tak zajęty jedzeniem, że nie zauważył kiedy weszliśmy.
-Cześć wszystkim! – powiedziałam.
-Cześć. – odrzekli chórem.
-A gdzie Danielle i Eleanor? – zapytałam.
-Eleanor jechała na sesję, a Danielle nagrywa video do teledysku. – odpowiedział Louis.
Zasiedliśmy do śniadania. Oczywiście wszystko przygotował Niall we własnej osobie. No cóż jest mistrzem gotowania z całej grupy One Direction.
W trakcie posiłku zadzwonił mój telefon. Na wyświetlaczu zobaczyłam kto to. Dzwonił Douglas. Z niepewnością odebrałam, wychodząc do ogrodu.
-Musimy się spotkać i pogadać. – niemalże krzyknął do telefonu.
Nie mając siły z nim walczyć zapytałam:
-Kiedy i gdzie?
-W parku o dwunastej. – rozłączył się.
Wróciłam do kuchni. Dokończyłam śniadanie. Pozbierałam swoje rzeczy i  mówiąc Harremu, że umówiłam się z koleżanką wyszłam.
Przed spotkaniem wstąpiłam do domu. Ujrzałam tam jeden wielki bałagan, lecz obiecałam sama sobie, że wszystko posprzątam jak wrócę.
Dochodziła dwunasta. Ruszyłam w stronę parku, gdzie czekał już na mnie chłopak.
-Czego ode mnie chcesz?
-Normalnie pogadać. Czy to takie dziwne?
-Jak dla mnie bardzo. Myślisz, że po tym wszystkim co było ja chcę z Tobą gadać?
-A co było? Co ja Ci takiego zrobiłem?
-I Ty się jeszcze pytasz? To, że piłeś, ćpałeś, paliłeś i pobiłeś mnie tak, że wylądowałam w szpitalu to dla Ciebie nic?
-A nie zastanawiałaś się czy może zasłużyłaś sobie na to?
-Chciałam Cię wyciągnąć z tego cholernego bagna, w którym byłeś.
-Teraz lepiej uważaj na tego swojego Stylesa. On nie jest święty. Prędzej czy później i tak Cię zostawi.
Nie mogąc dalej tego słuchać uciekłam stamtąd. Będąc już daleko od parku czułam jak łzy spływają mi po policzkach. Chciałam być jak najszybciej w domu.
Odetchnęłam z ulga zamykając za sobą wejściowe drzwi.
Potrzebowałam jakiegoś zajęci, aby odpędzić od siebie te myśli, które przeszywały na wylot moją głowę. Wzięłam się za porządki w domu. O mały włos z tego wszystkiego zapomniałabym, że rodzice dziś przylatują. Strasznie się za nimi stęskniłam, a więc do roboty. Wkładając słuchawki do uszu zatraciłam się na dobre.
Około godziny szesnastej trzydzieści w domu po prostu błyszczało. Wszystko było na swoim miejscu tak jak lubi mama. Po ciężkiej harówce weszłam na Twiterra. Było na nim dużo postów do mnie oraz zdjęć One Direction z ich dziewczynami. Szukając nowych blogów z opowiadaniami zadzwonił mój telefon. To Klaudia. Opowiedziałam jej o dzisiejszym popołudniowym zdarzeniu. Oczywiście mówiła, że powinnam o wszystkim opowiedzieć Hazzy, lecz ja uparcie trzymałam swoją wersję, że nic mu nie powiem. Jeszcze trochę poplotkowałyśmy i powróciłyśmy do rzeczywistości. Spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. Wskazówki pokazywały dziewiętnastą czterdzieści osiem. Przebrałam się w jakieś świeże  ciuchy, aby rodzice mieli jeszcze o mnie jakieś zdanie. W trakcie oczekiwania postanowiłam pisać dalszy ciąg mojego tajnego opowiadania. Rozsiadłam się wygodnie i zaczęłam. Uwielbiałam to jak również ich czytanie. Pisząc mogłam wyobrazić sobie wszystko od początku do końca. Zawsze mogę zmienić bieg wydarzeń za pomocą paru ruchów długopisu. Magia w pełnym znaczeniu tego słowa.
Nadal zatracona w marzeniach zasnęłam na sofie. Z niedługiego snu wybudziła mnie całująca w czoło mama. Strasznie ucieszyłam się na jej i taty widok.
-Cześć córciu. Jak się masz? – zapytał tata.
-Wszystko porządku. Lepiej opowiedzcie co u Was.
-Mamy dla Ciebie niespodziankę, o której wspominałam wczoraj. – powiedziała mama.
-A co to? Wiecie, że od dziecka jestem ciekawska.
Rodzice nic nie odpowiadając kazali mi iść za sobą. Zaprowadzili mnie do mojego pokoju, gdzie na łóżku widniała piękna gitara akustyczna, o której tak zawsze marzyła. Nie wiedziałam jak mam im dziękować. Sprawili mi taką przyjemność. Będę im wdzięczna do końca życia. Prosili mnie jedynie, żebym wypróbowała ją jutro, ponieważ jest już późno, a oni chcą się położyć. Bez zastanowienia zgodziłam się i zrobiłam tak samo. Wygodnie leżąc w łóżku dostałam sms-a. Wzięłam telefon i odczytałam wiadomość.

środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 7


Reszta przyjaciół dość długo nie wracała, więc wraz z Harrym postanowiliśmy posprzątać po ognisku, a następnie udać się do domów. Poszliśmy na parking, gdzie chłopcy zostawili swoje auta (bo mieli już prawa jazdy), ale ku naszemu zdziwieniu żadne już tam nie stało. Musieliśmy na pieszo iść do centrum ( znów), a mieliśmy do Niego około półtorej godziny drogi. W czasie powrotu zaczął padać deszcz. Ludzie będący na ulicach uciekali do domów, a my wolnym krokiem trzymając się za ręce szliśmy przed siebie.
-Zaczekaj! – krzyknął Harry.
-Co się stało? – zapytałam.
-Chciałbym… - i nie dokańczając tego zdania, przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.
-Od zawsze marzyłem o pocałunku w deszczu z osobą, którą tak naprawdę kocham.
Nie odpowiadając nic chłopakowi uśmiechnęłam się do niego. Po trzydziestu minutach byliśmy już pod moim domem. Pożegnałam się  z Loczkiem jeszcze jednym słodkim całusem i weszłam do środka. Byłam strasznie zmęczona. Od razu udałam się do łazienki. Wzięłam prysznic i poszłam złożyć moje zwłoki do łóżka. Kiedy me oczy już prawie się zamykały dostałam sms-a o treści „Dobranoc. Zapamiętaj moje dzisiejsze słowa. Kocham Cię. Twój Harry :*” I chyba już nawet z telefonem w ręce zasnęłam.
Rano obudziły mnie piękne promienie letniego słońca. Pomyśleć, że mam teraz dwa miesiące wakacji… bezcenne.
Wstałam pościeliłam łóżko i pomaszerowałam do łazienki przyodziać się w jakieś rzeczy i nałożyć lekki makijaż, a następnie zejść do kuchni i zrobić sobie śniadanie czyli płatki z mlekiem lub kanapki, bo tylko to umiem. Podczas posiłku zadzwoniła mama. Rozmawiałam z nią prawie  godzinę. Opowiadała jak jest w Polsce. Ile się tam pozmieniało od naszej nieobecności, że już jutro w nocy wracają i mają dla mnie miłą niespodziankę. Byłam bardzo ciekawa cóż to jest, ale kobieta milczała jak grób.
Kiedy skończyłam jeść, odniosłam naczynia do zmywarki i jak każdego dnia napisałam do Klaudii sms-a, że już wstałam i co u niej słychać. Nie odpisała. Znać życie to, albo była na zakupach, albo była zbyt zajęta Niallem.
Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizję. Oglądałam jakiś nudny film, który nawet nie wiem o czym opowiadał ponieważ w ogóle się nim nie interesowałam.
W końcu wyłączyłam TV i chciałam sobie poczytać, lecz zanim zdążyłam wziąć kartki z opowiadaniami rozległ się dzwonek do drzwi. Poszłam otworzyć. Na zewnątrz stali chłopcy, Miley, Eleanor, Danielle oraz Baby Lux córka stylistki, którą Zayn trzymała na rękach.
-Cześć. Co Wy tu robicie?
-Wpadliśmy z niezapowiedzianą wizytą. – odpowiedział Liam.
-A Ty Zayn słodko wyglądasz z niemowlaczkiem na rękach. – powiedziałam z uśmiechem na twarzy.
-No, przecież wiem, w końcu to ja Zayn Malik. – odparł.
Wraz z dziewczynami poszłam do kuchni po cos do jedzenia dla Nialla i do picia dla reszty, oraz na małe pogaduchy. Każda z nas opowiadała jak spędziła wczorajszy wieczór. Uwielbiałam gadać o takich rzeczach tym bardziej, że to wszystko łączyło się z naszymi chłopakami.
Wróciłyśmy do męskiej części towarzystwa. Zaczęliśmy oglądać film, oczywiście horror. Ja i koleżanki spasowałyśmy, dlatego poszłyśmy do mojego pokoju, gdzie bawiłyśmy się z małą. W roli głównej występowała żyrafa Sophie, która jak mówiła Baby przypomina jej Louisa.
-Witam panie „wrażliwe”.  – powiedział Niall wchodząc do pokoju.
-To nie jest zabawne kochanie. – odpowiedziała mu Klaudia.
-My się będziemy zbierać. Państwo teraz pobawią się w „rodziców”. – rzekł Liam spoglądając na mnie i Harrego.
I tak się stało. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć reszty już nie było.
-Wygląda na to, że zostaliśmy tymczasowymi „rodzicami”. – powiedział Hazz.
-Chyba tak, więc co robimy?
-Moje księżniczki czy wasz książę może zabrać Was do zoo?
-Tak, tak, tak. – opowiedziała Lux jeszcze lekko się jąkając.
Ogarnęłam się, przebrałam i byliśmy już wszyscy gotowi. Dążyliśmy w stronę zoo, gdy Loczek pchał wózek z małą, a ja się mu przypatrywałam. Wyglądał słodko. Pasowała mu ta rola.
Dotarliśmy na miejsce. Wyznaczonymi ścieżkami przechadzaliśmy się koło klatek najróżniejszych zwierząt, które Harry na polecenie Lux obowiązkowo musiał fotografować. Czas tak szybko mijał, lecz nam nawet nie śniło się wracać. Wata cukrowa, lody to też zostało zaliczone. Chłopak dla mnie i dla Baby kupił nawet po małym misiu koala z napisem na mini sweterku „Kocham Cię”.
Mając jeszcze mało atrakcji poszliśmy na długi spacer londyńskimi uliczkami. Cały czas się wygłupialiśmy. Nie było momentu, kiedy uśmiech zszedłby nam z twarzy. Jedyne co psuło atmosferę to jak powiedział chłopak wciąż szpiegujące nas paparazzi. Chcieli wiedzieć o wszystkim. Rozdawanie autografów uważał już za tą milszą część, no bo w końcu to dla fanek śpiewa, a szczególnie to dla mnie. Fajnie było usłyszeć te słowa od niego.
W moich przemyśleniach od pewnego czasu nasuwało się mi pytanie dlaczego to właśnie mnie wybrał z pośród tylu dziewczyn. Jest ich przecież takie mnóstwo. Nie mogłam tego pojąć.
Z minuty na minutę robiło się coraz ciemniej. Postanowiliśmy powoli dążyć do domu chłopaków. Zajęło na to troszkę czasu, ponieważ wstąpiliśmy jeszcze na zakupy, bo Niall kazał kupić mu parę niezbędnych rzeczy czyli jedzenie.
Wchodząc do domu wzięłam Baby Lux na ręce i poszłam do pokoju Hazzy uśpić mało, gdyż ledwo żyłą, natomiast chłopak został na dole. Obydwie położyłyśmy się na łóżku uwzględniając przy tym Sophie. Dziewczynka momentalnie, bez żadnej kołyski usnęła, a ja cały czas czuwałam przy niej, kiedy do pokoju zawitał Zayn.
-Jak tam młodzi rodzice? – zapytał.
-Całkiem dobrze, a co u Was?
-Czyli kogo masz na myśli, mnie i Miley?
-Tak, a niby kogo… mnie i Harrego? Nie widziałam jej jak weszliśmy do domu.
-Dziwne gdybyś ją widziała, bo wcale jej tu nie ma.
-A dlaczego?
-Pokłóciliśmy się i tyle.
-Zayn… o co poszło?
-Nie ważne, nudzi mi się ta cała miłość, a z resztą… - zakończył, trzaskając drzwiami od pokoju.
Na szczęście mała się nie obudziła. O dwudziestej czwartej przyszła mama Lux i pojechały do domu. Zakańczając swoją „misję” postanowiłam wziąć kąpiel i położyć się spać, ale w porę przypomniałam sobie, że nie mam piżamy, więc muszę iść do domu. Oczywiście Loczek od razu kazał mi ten pomysł wybić z głowy. Za chwilę zjawił się przede mną trzymając w rękach swoją koszulę.

Rozdział 6


*Z perspektywy Klaudii*
Martwię się o Gośkę. Idąc do chłopaków ciągle o niej myślałam. Zawsze mi o wszystkim mówiła, a teraz?
Po paru minutach byłam już na miejscu. Drzwi otworzył mi Liam. Przywitałam się z nim jak i z resztą chłopaków oraz Miley, Danielle i Eleanor.
Wciąż katem oka spoglądałam na Harrego. Był bardzo zmartwiony. Stał sam na boku i co chwilę do kogoś wydzwaniał. W pewnym momencie przeprosiłam towarzystwo i podeszłam do Hazzy.
-Coś się dzieje? – zapytałam.
-W kółko dzwonię do Gosi, ale ona nie odbiera. Wiesz cos może?
-No jak by to powiedzieć… właśnie przyszłam na ten temat z Toba porozmawiać.
-Coś jej się stało?
-Nie, chyba nie… ale dziwnie się zachowuje. Chodzi smutna, nie chce nigdzie wychodzić, nawet nie chciała przyjść tu ze mną. Martwię się o nią.
-Nie tylko Ty. Dzięki, że mi o wszystkim powiedziałaś. Pójdę do niej.

*Z perspektywy Harrego*
W pospiechu ubrałem buty i pobiegłem do domu mojej dziewczyny. Drzwi otworzyłam mi jej mama. Bałem się, że nie wpuści mnie do środka, ale ona błagała, żebym porozmawiał z jej córką, bo strasznie się o nią martwi.
Poszedłem po schodach na górę. Weszłam do pokoju Gosi, a ona wstała, zamknęła z mną drzwi, po których momentalnie obsunęła się na podłogę i zaczęła płakać. Mocno ją do siebie przytuliłem. Siedzieliśmy tak przez parę minut w bezruchu. Kiedy już się trochę uspokoiła prosiłem ją o to, aby powiedziała mi co się dzieję. Bardzo się opierała, ale gdy zobaczyłem jej posiniaczone nadgarstki… musiałem wiedzieć co się dzieję. Po wielu namowach powiedziała mi co się stało i kim był dla niej kiedyś ten chłopak.
Widząc, że Gosia jest zmęczona, wziąłem ją na ręce i położyłem na łóżko. Ona tylko wtuliła się we mnie i powiedziała, aby nigdzie nie odchodził i został przy niej. I tak zrobiłem. Po kilku minutach dziewczyna zasnęła.
Rano obudziłem się jako pierwszy. Nie musiałem się spieszyć, bo zakończenie roku w szkole mieliśmy dopiero na jedenastą. Niedługo potem obudziła się Gosia mówiąc :
-Dziękuję.
-Nie masz za co. Ja zawsze będę z Tobą, kiedy będziesz mnie potrzebowała, bo Cię kocham.
-Ja Ciebie też.
Wtedy lekko musnąłem jej usta i razem postanowiliśmy zejść na dół.
*Z perspektywy Gosi*
W kuchni czekało na nas śniadanie i kartka na lodówce z tekstem „Córciu! Dziś z tatą wrócimy troszkę wcześniej, lecz Ciebie nie będzie jeszcze w domu. Nic Ci wczoraj nie mówiliśmy, ale lecimy dziś do Polski. Musimy załatwić parę formalności. Uważaj na siebie. Kochamy Cię.
Rodzice
PS  Harry przepraszamy Cię, że na początku nie akceptowaliśmy tego, że jesteś z Gosią. Teraz oboje ja Elżbieta i Richard uważamy inaczej.
Opiekuj się naszą córką podczas naszej nieobecności.”
Kiedy oboje przeczytaliśmy tą karteczkę czułam się inaczej. Bardziej spokojna.
Zasiedliśmy do śniadania. Oczywiście nie obeszło się bez bitwy na jedzenie i jak zwykle to ja musiałam oberwać, jednakże szybko oddałam Loczkowi. Dzięki takim chwilom powoli zapominałam co wydarzyło się dwa dni temu. Przy nim czułam się bezpieczna. Pozwalał mi zapomnieć o złu całego świata.
Dochodziła godzina dziesiąta. Harry zadzwonił do Louisa, aby ten przywiózł mu garnitur i białą koszulę, a ja poszłam się już powoli szykować. Za niecałe pół godziny byłam gotowa. Ubrałam czarną spódniczkę, białą koszulę i do tego wysokie, białe trampki. Chłopak włożył na siebie to co przywiózł mu Tomlinson oraz białe, lecz krótkie conversy.
Za piętnaście jedenasta  trzymając się za ręce wyszliśmy z domu. Gdy doszliśmy pod szkołę wszyscy z entuzjazmem patrzyli się na nas.
-Cześć Klaudia. – powiedziałam przytulając przyjaciółkę.
-Hej. Wszystko ok?
-Tak… no i przepraszam za wczoraj.
-Nieźle mnie wczoraj nastraszyłaś.
-Przepraszam.
-Dalej chodźcie. Zaraz się spóźnimy. – krzyknął Zayn.
I wszyscy razem podążyliśmy do auli szkolnej. Ledwo co znaleźliśmy wolne miejsca. Dziesięć minut później zaczęła się przemowa pani dyrektor, na której wszyscy ziewali. Nareszcie nadszedł wyczekiwany moment.
-Uczniowie klas trzecich otrzymujących świadectwa z wyróżnieniem to:
Z klasy „A” prosimy Alex Woulder, z klasy „B” Megan Works, z klasy „C” Małgorzatę Szydłowską oraz Klaudię William. Wtedy Zayn, Miley, Harry, Niall, Liam oraz Louis zaczęli wykrzykiwać nasze imiona. Z klasy „D” prosimy Justina Smitha oraz Kim Black. Oto wyróżnieni. – dodała jeszcze pani dyrektor.
Wszyscy następnie rozeszli się do klas. Tam zostały do końca rozdane świadectwa i oficjalnie otwarte wakacje. Po wyjściu ze szkoły umówiliśmy się na ognisko, które odbędzie się na plaży .
W domu przeprałam się w dresy i zaczęłam pakować niepotrzebne mi już książki do worków, po czym weszłam na Twittera i zobaczyłam wpisy Louisa „Dzisiejszy wieczór będzie niezapomniany.” Czas tak szybko upływał, że zanim się obejrzałam była godzina siedemnasta.
Ubrałam czarne rurki, szarą bejsboówkę oraz czarne vansy. Zrobiłam leciutki makijaż, rozpuściłam włosy i byłam gotowa do wyjścia. W trakcie czekania na Klaudię, bo postanowiłyśmy, że pójdziemy na plażę razem, włączyłam TV. Za jakieś dwadzieścia minut przyszłam moja przyjaciółka.
Podczas drobi gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Kiedy dotarłyśmy na miejsce, nasz kochany pan Malik od razu wydawał wszystkim polecenia, a sam poprawiał sobie fryzurkę w małym lusterku.
-Gotowe! – krzyknął już głodny Niall.
Wszyscy zasiedli do uczty. O dziwo Horan najadł się najszybciej, więc wziął gitarę i zaczął grać „Moments” i „More Than This”. W tym momencie każda dziewczyna wtuliła się w swojego chłopaka.
Coraz bardziej się ściemniało. Blask ognia na plaży. Było to takie romantyczne. Nikt z nas nie odzywała się tylko wpatrywał w swoją drugą połówkę.
Ja i Harry zostaliśmy przy ognisku, a reszta poszła przejść się po plaży. Cały czas byłam wtulona w Loczka. Nagle Hazz przerwał panującą ciszę, w której było tylko słychać obijające się o brzeg fale morza.
-Kocham Cię i nie dam Cię nikomu skrzywdzić i ja też tego nie zrobić.
-Obiecujesz?
-Obiecuje.
Nagle poczułam jak parę pojedynczych łez spływa mi po policzkach, a Harry przytula do siebie i ociera dłonią moje łzy. Oboje siedzieliśmy obok siebie patrząc na niebo „oblepione” milionami tysięcy błyszczących gwiazd.
-Wiesz… kiedy mieszkałam jeszcze w Polsce, zawsze wieczorami lubiłam siadać na huśtawce. Wtedy wpatrywałam się w niebo czekając na spadającą gwiazdę, przy której mogłabym wypowiedzieć moje marzenie.
-A jakie ono było? – zapytał Hazza.
W tym momencie spojrzałam znacząco na chłopaka.