„Przepraszam.
Dowiedziałem się dopiero teraz. O drugiej w nocy mamy samolot. Wylatujemy do
Australii na tydzień. Zadzwonię jak dolecę. Kocham Cię. Tęsknie. Harry.” Taka
była jej treść. Czułam jakby moje życie stanęło w miejscu. Już zaczęłam
tęsknić. Nie mogliśmy bez siebie wytrzymać kilku godzin, a jak teraz wytrzymamy
cały tydzień? Podsumowując po prostu nie chcę, aby wyjeżdżał. Z myślą, że
wszystko jakoś się ułoży, zasnęłam.
Budząc się
rano nie było koło mnie nikogo. Świadomość, że nie ma go tutaj przyprawiała
mnie o niechęć do wszystkiego. To pierwsza nasza taka długa rozłąka i zapewne
będę musiała się do tego przyzwyczaić, ponieważ chłopcy coraz częściej będą
dawać koncerty na całym świecie.
Rodzice
równa się zero odpoczynku. Jak zwykle tata od rana siedzi w kancerami, a mama
jest na pewno na jakiejś konferencji. Nie wiem skąd u nich taki zapał do pracy,
nadzieja i siły. Ja umiem się tylko poddać i nic więcej.
Wstałam,
pościeliłam łóżko i udałam się do łazienki. Ubrałam, zrobiłam lekki makijaż i
byłam gotowa. W kuchni z trudem upichciłam koktajl truskawkowy i bezczynnie zasiadłam
na sofie przed telewizorem. Akurat leciała piosenka „Moments” One Direction.
Totalnie odleciałam na parę minut od świata. Na ziemię sprowadziła mnie
wchodząca do domu Klaudia.
-Cześć. Co
siedzisz taka smutna? – zapytała.
-Chłopacy
wyjechali. Nie widzę powodu do szczęścia.
-Będzie
dobrze. Tylko się uśmiechnij. A co powiesz na
małe zakupy?
-Dobry
pomysł. Przydałoby się odświeżyć garderobę.
*Z perspektywy Klaudii*
Londyn jest
nasz. Gdy znalazłyśmy się w centrum handlowym podążałyśmy od sklepu do sklepu.
Przymierzałyśmy „tony” rzeczy wygłupiając się przy tym niemiłosiernie.
Po trzech
godzinach mając pełne ręce toreb z ciuchami usiadłyśmy w pobliskiej kawiarni.
Zamówiłyśmy
duże pucharki lodów, które ze smakiem zjadłyśmy. Lubiłam takie wypady z Gosią.
Mamy dla siebie ostatnio mało czasu. Każda ma swoje życie, ale na zawsze
będziemy najlepszymi przyjaciółkami.
Wiedziałam,
ze ktoś nie dawał jej spokoju pisząc sms-y. Za każdym razem je ignorowała.
Musiałam wiedzie co się dzieję.
-Dlaczego
nie odczytasz?
-To pewnie
nic ważnego.
-Nawet nie
wiesz kto to.
-Wiem. To
Douglash. Zamęcza mnie tymi wiadomościami. Mam go dość. Ciągle czegoś chce.
Boje się go. – w jej oczach ujrzałam łzy.
-Ok.
Powtarzam się , ale powinnaś powiedzieć Harremu.
-Nie, to
nie możliwe. Niech zostanie tak jak jest. Dam sobie radę. On jest teraz w
trasie i nie będę o niczym mu mówić. Lepiej już chodźmy.
I tak
zrobiłyśmy. Zaczęłyśmy się zbierać, gdy zadzwonił mój telefon.
-Tak
słucham?
-Nie
zapomnij, że idziesz dziś do Rose na imprezę o szesnastej. Dobrze będzie jeśli
zaraz zjawisz się w domu.
-Na śmierć
zapomniałam. Zaraz będę. – zakończyłam rozmowę z mamą.
-Przepraszam,
ale muszę lecieć. Idę do kuzynki na imprezę z okazji osiemnastych urodzin.
-Baw się
dobrze. – odpowiedziała przyjaciółka całując mnie w policzek.
*Z perspektywy Gosi*
Znów
zostałam sama. Udawałam się w stronę domu. Nie zważając na nic szłam prosto
przed siebie. Niespodziewanie naprzeciwko mnie ukazała się chmara paparazzi.
-Czy nadal
jesteś dziewczyną Harrego Stylesa z One Direction?
-Doniosły
nas słuchy, ze poznał w Australii jakąś inną wybrankę?
-Zostawcie
mnie w spokoju! – krzyknęłam.
Miałam dość
słuchania ich bredni, lecz myśl o tej dziewczynie, podobno nowej wybrance
Harrego nie dawała mi spokoju.
Gdyby tych
wszystkich „atrakcji” było mało koło mojego domu stał Douglas. Oczywiście znów
doszło do ostrej wymiany zdań. Z każdą chwilą boje się go coraz bardziej. Po
wielu błaganiach wreszcie się odczepił i powiedział, że tak szybko nie odpuści.
Weszłam do
domu. Na wyświetlaczu mojego telefonu widniała godzina czternasta pięćdziesiąt.
Krzątałam się po pomieszczeniach bez celu. Nie wiedziałam gdzie mam się
podziać. Cały czas miałam nadzieję, że Hazz zadzwoni, lecz tak się nie działo.
W końcu
przypomniałam sobie o wczorajszym prezencie. Wykorzystując to, iż byłam sama w
domu mogłam pograć i pośpiewać. Bardzo mi tego brakowało. Podobnie jak w
opowiadaniu mogłam wyrazić to co czuję, albo to co chciałabym czuć.
Będąc tyłem
do wejścia, usłyszałam za plecami oklaski.
-Pięknie. I
Ty mówisz, że nie masz talentu. –
powiedział tata.
-Ani
trochę. Jedyne co robie to skrzeczę jak stara szafa.
-Protestuje.
Widzisz Richard jednak udała nam się córka. – rzekła tym razem mama,
przytulając mnie do siebie.
Pomogłam
przygotować kobicie tak zwaną „obiadokolacje” gdyż była godzina osiemnasta. Nie
obeszło się bez wywiadu, jednak ja i tak powiedziałam mamie te dobre momenty,
które się dziś wydarzyły, a dużo ich nie było. Zdaje sobie sprawę, że powinnam
mówić im wszystko, lecz nie chce dostarczać im niepotrzebnego stresu, którego i
tak zaznają w pracy. Idąc nakryć do stołu, dostałam sms-a. Na mojej twarzy
zawitał uśmiech, który po chwili zniknął przeobrażając się w wielki ból.
Wiadomość
była od nieznanej mi osoby, która wysłała mi zdjęcia Harrego całującego jakąś
dziewczynę. Teraz wiedziałam o co chodziło paparazzi. Całe moje ciało przeszył
jeden wielki ból pod nazwą „Harry”. Pobiegłam do pokoju, moja mama za mną.
Powstrzymałam ją przed wejściem. Chciałam być sama.
Położyłam
się na łóżku, zaczęłam płakać. Tylko to umiałam. Umiałam się tylko poddać i
załamać, lecz to było silniejsze ode mnie. Kazał pamiętać mi te słowa „Kocham
Cię i nie dam nikomu skrzywdzić, ani ja sam tego nie zrobię”. Pamiętam to, ale
on? Dlaczego, dlaczego to zrobił? Obiecał. Ja zaufałam mu bezgranicznie.
Nienawidzę go. Wydawało mi się, że to co niedawno powiedział mi Douglas jest prawdą.
To były
moje ostatnie słowa, które wypowiedziałam przez płacz, kiedy chyba już z
bezsilności zasnęłam.