środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 5


Wybiła godzina zero. Musiałam wstać, aby zdążyć wyszykować się do szkoły. Zeszłam na dół , gdzie czekało na mnie śniadanie, a obok karteczka z tekstem „dobrego dnia, będziemy z tatą około dwudziestej w domu”. Najadłam się i podreptałam do łazienki, aby ogarnąć trochę moje włosy, a przede wszystkim samą siebie. Po jakiś piętnastu minutach byłam wyszykowana i pozostało mi tylko czekać na Klaudię. Nareszcie przyszła. Przywitałyśmy się i popędziłyśmy do szkoły.
-I jak tam? Pogadałaś z mamą? – zapytała.
-Pogadałam. Wszystko sobie wyjaśniłyśmy.
-No i po co się tak martwiłaś?
Kumpela przytuliła mnie i będąc już koło szkoły podążyłyśmy do sali chemicznej.
Lekcja się zaczęła i o dziwo wszystko z niej rozumiałam, co naprawdę rzadko się zdarza. Pani nawet mnie pochwaliła za moją aktywność na zajęciach , lecz ja i tak patrzyłam tylko na zegar z myślą kiedy skończy się lekcja.
Byłam zdziwiona tylko jednym faktem, że jak nigdy pięć miejsc w sali, czyli miejsca chłopaków były wolne. Dzwonek wolności zadzwonił. Razem z przyjaciółką wyszłyśmy na korytarz, gdzie od razu zapytałam ją czy wie gdzie są chłopcy, ale ona sama chciała usłyszeć na to pytanie odpowiedz. Przez wszystkie następne sześć godzin zastanawiałyśmy się razem, gdzie oni się teraz podziewają. Po skończonych zajęciach udałyśmy się do domów. Kiedy byłam na miejscu, pobiegłam na górę, rzuciłam plecak gdzieś w kąt i od razu zadzwoniłam do Harrego, lecz on jak i reszta chłopaków nie dobierali. Coraz bardziej zaczynałam się martwić. Wiem, że w najbliższą środę odbywa się zakończenie roku, wiem że oceny są już wystawione, ale żeby już urządzać sobie wakacje? Nie, to nie możliwe, to w ogóle nie w ich stylu. Przez głowę przelatywały mi różne myśli, które wciąż nie dawały mi spokoju. Aby nie myśleć o tym wszystkim wzięłam się za odrabianie pracy domowej.
Dochodziła godzina piata, więc podreptałam do kuchni, bo już zgłodniałam. Otworzyłam lodówkę, wyciągnęłam z nie mleko, którym zalałam płatki z owocami. Po posiłku odniosłam naczynia do zmywarki, podążyłam do pokoju dokończyć zadanie domowe. Jakieś piętnaście minut później byłam wyrobiona, więc wzięłam laptopa i zeszłam na dół do salonu. Wygodnie rozsiadłam się na skórzanej kanapie, gdy nagle rozległ się po prawie pustym domu dźwięk dzwonka. Od niechcenia poszłam otworzyć. Doznałam szoku. W drzwiach stał Douglas. Był to mój były przyjaciel, którego teraz przez to co zrobił nienawidzę.
-Co Ty tu robisz? – zapytałam.
-Stęskniłem się takie to dziwne? – odparł.
-Wynoś się stąd! – krzyknęłam, a wtedy chłopak złapał mnie za nadgarstki, przyparł do ściany i próbował pocałować.
-Tak mnie witasz? To nie ładnie z Twojej strony.
-Puść mnie, proszę Cię to boli. – łzy zaczęły spływać mi po policzkach.
-Oj… biedactwo. Mówiłem, że jeszcze tego pożałujesz.
Douglas wreszcie puścił minie i opuścił dom po czym ja szybko zakluczyłam drzwi, po czym obsunęłam się na podłogę.
Nagle klucze w zamku od strony zewnętrznej zaczęły się przekręcać. Szybko wytarłam łzy w rękaw mojej szarej bluzy, gdy rodzice weszli do środka domu. Tata od razu podążył do swojego gabinetu, a ja z mamą przygotowywałyśmy kolację, przy czym kobieta wciąż wypytywała mnie jak minął mi dzień i dlaczego jestem taka smutna. Osobiście nawet nie chciało mi się gadać, ale nie chciałam wydawać się podejrzana.
W trakcie kolacji atmosfera była bardzo drętwa. Dało się słyszeć jedynie obijanie sztućcy o talerze. Nikt nie odzywał się ani słowem.
Po skończonym posiłku, podziękowałam zasuwając za sobą krzesło i podążyłam do mojego pokoju.  Od razu skierowałam się w stronę łóżka, na którym się położyłam. Leżąc tak zaczęłam płakać, na myśl o tym co mnie dziś spotkało. Wszystko usłyszała mama przechodząca właśnie koło mojego pokoju. Kobieta po cichu otworzyła drzwi, weszła do, środka i przysiadła koło mnie na łóżku pytając co się dzieję. Ja otarłam lekko łzy. Nie powiedziałam mamie nic co mogłoby zawierać choć troszkę prawdy. W trakcie rozmowy chcąc poprawić sobie włosy uniosłam ręce ku górze i moje posiniaczone nadgarstki zostały odsłonięte. Matka była w szoku. Od razu padały pytania „kto mi to zrobił?” itp. Znów mówiąc nieprawdę rzekłam, że potknęłam się i uderzyłam rękoma o biuro. Kobieta z niedowierzaniem spoglądała na mnie.  
-Wiesz dobrze, że to nieprawda. – powiedziała.
-Ale tak naprawdę było.
-Powiedzmy, że Ci wierzę, ale…
Nagle rozmowę przerwał dzwoniący telefon. Ja odebrałam, a mama wyszła z pokoju. Dzwoniła Klaudia.
-Cześć Gosia. Mam dobrą wiadomość. Jutro idziemy do szkoły na dziewiątą i na dodatek wychodzimy o godzinę wcześniej. – mówiła z radością.
-Aha… to do zobaczenia jutro. A masz jakieś wiadomości od chłopaków?
-Nie, niestety nie… ale czy u Ciebie wszystko ok.?
-Tak, jestem tylko trochę zmęczona. Muszę kończyć. Cześć.
-Cześć…
Skończyłam gada c z przyjaciółką, więc podreptałam do łazienki. Tam wzięłam gorącą kąpiel i poszłam spać z myślą, że jutro ostatni dzień nauki w szkole.
Rano obudził mnie budzik. Była godzina ósma. W domu nie było już nikogo. Bez zjedzonego śniadania, bo w ogóle nie miałam apetytu poszłam się szykować do szkoły. Czterdzieści minut później przyszła po mnie Klaudia. Zmierzając ku budynkowi dziewczyna tylko objęła mnie ramieniem wiedząc, że nie mam nastroju.
Lekcje zleciały w miarę szybko, ale chłopaków znów nie było w szkole, co mnie jeszcze bardziej dobiło. 
Nareszcie. Dzwonek wybił. Można iść do domu. Wszyscy z tego powody byli bardzo zadowoleni, tylko ja szłam korytarzem powoli tak jakbym już zaczynała tęsknić za szkołą, co było oczywiście nieprawdą.
Po dwudziestu minutach dotarłam do domu. Ku mojemu zdziwieniu rodzice byli już w domu.
-Cześć córciu. Już jesteś? – zapytał tata.
-Tak. – powiedziałam na odczepkę, po czym poszłam do swojego pokoju, gdzie odłożyłam plecak i położyłam się na łóżku, biorąc ze sobą kartki z wydrukowanymi opowiadaniami. Czytanie przerwała mi mama wołająca mnie na obiad.
Po posiłku znów poszłam do pokoju czytać. Nawet nie zauważyłam jak czas szybko minął. Była godzina dziewiętnasta czterdzieści siedem.
Nagle zadzwonił telefon, który przerwał mi to co tak naprawdę lubiłam.
-Hej Gosia. Chłopcy wrócili i właśnie do nich zmierzam. Idziesz ze mną? – zapytała Klaudia.
-Nie… idź sama. Nie mam nastroju, ani ochoty.
-Ej Co jest z Tobą? Cały dzień chodzisz jak struta. Co się stało? Powiedz mi. Halo jesteś tam?
Rozłączyłam się. Nie chcę z nikim gadać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz