piątek, 1 czerwca 2012

Rozdział 1


Minął już rok odkąd zaczęliśmy mieszkać w Londynie. Mam tu bardzo dużo przyjaciół, których bardzo lubię, a szczególnie paczkę One Direction , którą uwielbiam szczególnie. Harry, który grupy był członkiem strasznie mi się podobał z każdym miesiącem, dniem, godziną i sekundą. Kumplowałam się z nim jak i z czwórką pozostałych przystojniaków. Robiliśmy razem dużo rzeczy, szalonych rzeczy.  Oni traktowali mnie jak siostrę, a ja ich jak braci. 

Z moją przyjaciółką Klaudią nie mogłyśmy doczekać się meczu koszykówki, w którym mieli brać udział chłopcy. Po dzwonku na przerwę pobiegłyśmy na sale gimnastyczną aby zająć dobre miejsca na widowni.

Gra się rozpoczęła. Było widać, że obie drużyny są dobre w tym co robią. W trzydziestej drugiej minucie meczu piłka wypadła na aut, wpadając wprost w moje ręce. Harry odebrał ją ode mnie posyłając słodki uśmiech. Czułam, że strasznie się zarumieniłam co jest u mnie normalne, gdy Loczek szczerzy do mnie swoje zęby.
Mecz zakończył się wynikiem dwadzieścia do siedemnastu dla naszej szkolnej drużyny. Z Klaudią byłyśmy bardzo szczęśliwe. Nagle nie wiadomo skąd zjawił się koło mnie Harry :
-Hej. Chyba przyniosłaś mi szczęście w tym meczu. – powiedział.
A ja uderzając go w ramię odpowiedziałam :
-Nie mów tak. To i wyłącznie wasza zasługa.
Hazz śpiesząc się do domu pocałował mnie w policzek i pobiegł do samochodu Louisa. Pogadałam jeszcze parę minut z przyjaciółką i rozeszłyśmy się do domów. Kiedy już w nim byłam zdjęłam z nóg moje kochane białe conversy i pobiegłam do swojego pokoju aby włączyć laptopa i wejść na Twittera. Po chwili postanowiłam wziąć się za odrabianie pracy domowej, a żeby na weekend mieć spokój. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Otworzyłam je i ujrzałam czwórkę chłopaków. Louisa, Liama, Nialla i Zayna.
-Hej. Co wy tu robicie?
-Hej Piękna. – odpowiedział Niall.
-Wiesz, że nie lubię jak tak do mnie mówicie. – powiedziałam oburzona.
-Tak wiemy, ale się za Tobą stęskniliśmy. Dawno Cie u nas nie było. – rzekł Louis.
-No wiem… Przepraszam. Mam tyle na głowie, że rzadko mam czas sama dla siebie, ale postaram się wpaść. A tak w ogóle gdzie macie Harrego?
-Miał coś tam do roboty, no i… kazał Cię pozdrowić. – odpowiedział Zayn.
-Aha… No dziś z nim gadałam… - przerwał mi Liam.
-Widzieliśmy, że byłaś na meczu.
-Tak… graliście naprawdę super.
Nagle usłyszałam dźwięk przychodzącego sms-a, po czym chłopcy mocno mnie do siebie przytulili i powiedzieli, że muszą spadać.
Poszłam odebrać wiadomość. Pisał Hazz :
-Cześć. Są u Ciebie chłopacy? – zapytał.
-Tak są. To znaczy byli przed chwilą. A tak w ogóle to dlaczego ty nie przyszedłeś?
-No… bo nie mogłem. – odpisał.
-Aha… ok., bo już myślałam, że coś się stało. – zakończyłam.

Postanowiłam odrobić pracę, którą zaczęłam, bo potem musiałam pędzić na próbę śpiewu i gry na gitarze.
-Skończyłam. – powiedziałam do siebie kończąc zadanie z matmy oraz zamykając zeszyt.

Z dołu dobiegały krzyki, którymi mama wołała mnie o pomoc w niesieniu siatek z zakupami.
-Mamo już idę! – krzyknęłam.
-Hej córciu. Już nie mam siły. – odrzekła.
-Już Ci pomagam. Gdzie to wszystko położyć?
-W kuchni. A tak, to jak mecz kolegów? Coś o nim wspominałaś.
-Tak… grali dziś. Walka była zacięta, ale i tak wygrali. Nawet byli tu jakieś dwie godziny temu. Trochę z nimi pogadałam.
-No to bardzo się cieszę. Pewnie z Klaudią kibicowałyście?
-Oczywiście ich największe fanki. Mamo ja już nie będę czekać na obiad bo dochodzi piąta, a mam próbę więc spadam.
Pobiegłam do pokoju po schodach, aby wziąć gitarę. Założyłam trampeczki i  wyszłam z domu. W czasie drogi poczułam wibrowanie telefonu w mojej torbie.
-Hej Klaudia. Co słychać?
-No hej. Mam newsa. To znaczy wiesz…
-Co się stało? Gadaj. – krzyknęłam do telefonu.
-Jestem umówiona z Niallem i bardzo się cieszę.
-O Boże dziewczyno, ale masz szczęście. Niall to super chłopak, więc powodzenia…
-Dzięki, nawet nie wiesz jak się denerwuję… A Ty jesteś w domu?
-Nie, idę na próbę…, ale szczerze to Ci zazdroszczę.
-Nie mów tak. Tobie podoba się Harry i jemu na pewno podobasz się Ty.
-Taa… jasne, chciałabym, aby tak było. Dobra ja kończę bo wchodzę do sali. Pa.
-Pa. – odpowiedziała Cher.

1 komentarz:

  1. No wreszcie zdecydowałaś się opublikować swoje opowiadanie :) Jest cudowne <33 Pozdrawiam Kasia :)

    OdpowiedzUsuń